Beztroskie gonitwy za motylami

  • Witajcie. Ostatni mój wpis zawierał fragment książki "Miecz Wilków" - nie szukajcie jej w sklepach ani gdziekolwiek. Jej po prostu nie ma - przynajmniej bez mojej wiedzy jej nie może być nigdzie... to była taka doświadczalna próbka. Dzisiaj jako, że mam trochę zamęt w głowie i tysiące niepoukładanych myśli zaproponuję Wam lekturę nieco lżejszą. Oto i ona:

    "Opowiem wam, dziateczki moje historyi fragment zasłyszany, gdym wędrował po gościńcach zamków orlich. A wszystko dziać się miało jak swego czasu na owych gościńcach zbójcy grasowali. W karczmach mawiano do niedawna jeszcze, iż wiele bogactw złupionych w potoku nieopodal budowli Ostrego Oręża zwanej potocznie Ostrężnikiem znaleźć można. Jakież to dziwy kryje potok Złotym zwany? Otóż zbójcy onegdaj napadli nocy pełnej na zagubiony orszak Księcia jaśnie Pana Dobromira by zaspokoić gardła i sakwy swoje. Orszak klejnotów nie posiadał poza jednym, najcenniejszym w oczach Księcia jaśnie Pana. Mówię o córce jego urody cudnej, Dobrawie. Wydać się za żonę rycerza Maćka na olsztyńskim zamku służącym miała, gdyż kochankiem jej serca od dawna był ów mąż szlachetny. We wściekłość zbóje wpadli jak złota w orszaku nie znaleźli i wymordowali wszystkich, Dobrawę jedynie życia niepozbawiając i uprowadzili ją do Ostrężnika. Od tej pory służyć zbójom miała a hersztowi ich, niejakiemu Goszczujowi, hultajowi nad hultaje wodę codziennie świeżą ze źródeł przynosić w konwiach miała. Pogrążona w żałobie żale swoje rakowi z potoku wylewać zaczęła. Któregoś dnia podobno przemówić ów raczył do Dobrawy by pomsty dokonała na zbójach i Goszczuja o bielmo na oczach przyprawić raczyła. W konwiach po trosze łupy wynosić z Ostrężnika miała i dawać rakowi pieniążek po pieniążku złotym – ów zakopywał je skrzętnie w dnie potoku póki całego złota Goszczuja nie pozbawi. Nieszczęście zdarzyć się musiało, gdyż Goszczuj poszedł za Dobrawą nad potok dnia pewnego w celu niecnym i zoczył zza krzaka co czynić miała z łupami jego. Nienawiścią zapłonął szaleńczą, miecza dobył i serce Dobrawy przebił. Od tej pory ducha niewiasty w południe oczy spotkać wędrowców mogą, gdy zajęci są szukaniem w potoku monet złotych. Niejeden człek skarbu już się doszukał, lecz każdy, kto chce znaleźć choć krążek serce czyste posiadać musi, gdyż Dobrawa złych śpiewem niezwykłym prowadzi w miejsca niebezpieczne, gdzie na diabelskich mostach czarty czyhają na ich dusze. Od czasu pewnego siedliska ludzie zaczęli budować niedaleko źródeł potoku i nazwę im dali – pierw: Złote Potoki, teraz jeno Potok Złoty na mapach widnieje. Ot i historyja cała, dziateczki moje o Potoku Złotym. Moje oczy Dobrawę widziały raz dnia pewnego, nawet czarta zoczyłem jak stuka kopytem na mostach diabelskich ale wielu niecnych czynów dopuścić się w żywocie swojem raczyłem więc złota nie szukałem w potokach, nazbyt duszę swoją miłuję. Na pamiątkę owego zdarzenia pewien czeladnik posąg Dobrawy z konwiami i rakiem uczynił zgodnie z opisem mojem by na świadectwo niedowiarkom ów służył i wszem głosił co oczy moje widziały."

    Kto z Was bywa w okolicach Złotego Potoku, Janowa i Ostrężnika... ewentualnie Olsztyna k. Częstochowy?

    Znacie tę legendę?

    Obiecuję, że jakoś w przyszłym tygodniu napiszę coś nieco bardziej z sensem, może sarkazmem - tak mi zakiełkowała myśl w głowie: jak wygląda ten nasz szołbiznes muzyczny "od kuchni", jak to z tymi klubami, koncertami i innymi sprawami jest? Zdecydowanie nie jest tak kolorowo jak Wam się wydaje... o tym w następnym wpisie. na razie kończymy z epiką, liryką i innymi tego typu sprawami. W najbliższym czasie będzie o tym co nas wkurza w świecie muzyki - od kuchni.

    Pozdrawiam Was serdecznie.

0 komentarzy