Jest zespół. Sprzęt choć z najniższej cenowo półki, tak na początek, też jest; gitara elektroakustyczna, elektryczna, bas, perkusja, klawisze. Sala na próby też jest. Spotykają się 1-2 razy w tygodniu od dłuższego czasu. No i tyle. Nic. Kompletnie nic.
Grają covery, te same od dawien dawna. Niby chcą. Ale... Wydaje się, że dobrze im tylko w "swoich" czterech ścianach. Lata lecą, a tu nic się nie dzieje. Żadnego postępu (choć dla niektórych jest), zaangażowania w projekty, koncertu, żadnego pokazania się na jakimkolwiek festiwalu, przeglądzie... żadnego dema, singla... Nic. Najgorsze w tym jest to, że oni faktycznie raczej nie mają zamiaru..., bo to, bo tamto... a MNIE krew zalewa!
Głodny jestem sceny, tego zamieszania, atmosfery. Głodny grania i występowania.
Granie dla samego siebie mnie nie satysfakcjonuje. Jest tyle możliwości pakazania się, tyle dróg, którymi można iść... Tylko trzeba wiedzieć czego się chce.
O pieniądzach jeszcze nie gadam, bo na tym etapie to nie ma sensu, aczkolwiek z wielką ochotą i radością chciałbym na tym choć trochę móc zarobić.
Nie wiem czy jestem tutaj sam, czy ktoś ma/miał podobne problemy z ekipą?