"Dobraho" podczas ostatniego koncertu w klubie "Smok" (od lewej): Robert Rogowski – gitara, Leszek Krasiński – wokal, Łukasz Bocian – perkusja, gościnnie Paweł Nowak – bębenek
Chłopaki z otwocko-kołbielskiego zespołu "Dobraho" grają razem od trzynastu lat. Zmieniał się skład grupy, zmieniała się nazwa. Pozostawało przekonanie, że najważniejsze to przekazać przez muzykę pozytywną energię. Na ostatnim koncercie w "Smoku" chłopaki grali przed zespołem "Cool kids of death". Zaprezentowali fragment swojej nowej twórczości "Projekt Crazy Love" z poezją śpiewaną.
Zaczynali w składzie: Daniel Gryc – bas, Aleksander Gryc – wokal, Łukasz Bocian – perkusja. Spotkali się na początku lat 90. Pewnego dnia w szkole postanowili założyć zespół. Żaden nie umiał grać. Pozostało wybrać instrumenty na zasadzie: ty będziesz grał na gitarze, a ty na perkusji. Po pierwszym spotkaniu nie byli zbyt zadowoleni. Ale grali dalej na kombinowanym sprzęcie, starych gitarach. Raz lżej, raz mocniej. Dopiero jak przyszedł do nich Robert Rogowski i powiedział, że nastroi gitarę, dowiedzieli się, że jest coś takiego jak... strojenie gitary. Robert został w zespole. W tym składzie wybrali się do Jarocina, gdzie nie załapali się na koncert, ale za to... znaleźli psa. Jechali maluchem: ich czterech, dwie gitary i pies. Ochroniarz próbował im doradzać przed występem: – Nieważne, jak będziecie grać. Trzeba tylko zedrzeć z siebie koszulki. A jeszcze lepiej, jakby któryś ciachnął się nożem...
Jako "Dobraho" grupa gra od 1995 roku. Kiedy żartuję, że nazwa powstała pewnie od scenki rodzajowej – ktoś pyta: "Mogę iść z tobą na koncert?", a druga osoba odpowiada: "Dobra, cho!" – Daniel mówi, że, rzeczywiście, mogło tak być. Tylko zostało przez samo "H", żeby było bardziej "po indiańsku".
Do "fajnych" wydarzeń z historii zespołu zaliczają koncerty z Paraphemią, Dezerterem i przed zespołem Hey, w Otwocku. Na otwockim przeglądzie piosenki "Ryjek", jako jedyni wśród zespołów alternatywnych, zdobyli uznanie jury. Nagrali płytkę demo i jeździli z nią po wytwórniach. Szefowie wrzucali ją do pudła z innymi nagraniami, nawet na nią nie patrząc, i mówili: "Odezwiemy się do was".
W roku 2000 ze śpiewania zrezygnował Olek Gryc, niezaprzeczalna gwiazda zespołu. Beztroski wokal i wielka osobowość sceniczna sprawiła, że przez kilka lat był wizytówką grupy: –Urodziła mi się córka i uznałem, że to jest najważniejsze. Daniel też ma dzieciaka, ale jemu jakoś się udaje to wszystko łączyć: rodzinę, pracę i granie. W zespole bywam towarzysko, czasem napiszę im jakiś tekst.
Chłopcy kombinowali z wokalistą. Przez jakiś czas grał z nimi Krzysiek "Minus" Nowiński. Okazało się, że w Otwocku wokalistów nie ma. Z dziewczynami pracować nie chcieli. Znaleźli wokalistę w Mińsku. Nagrali całkiem sympatyczną, anglojęzyczną płytkę "The enormouse scales lies" pod nową nazwą zespołu "Czad prywatny". Wokalista odpadł przez problemy z narkotykami i prawem... Muzycy wrócili do nazwy "Dobraho" i zaczęli współpracę z Leszkiem Krasińskim, który śpiewa z nimi do dzisiaj. Gościnnie pojawia się Paweł Nowak z bębenkami.
Kilka miesięcy temu chłopcy rozpoczęli prace w równoległym zespole "Projekt Crazy Love" – czyli poezje śpiewane. Wykorzystują teksty Piotra Skały, któremu również domowym sposobem wydali tomik "Qrdiana", rozdawany podczas ostatniego koncertu w "Smoku". Tutaj też wykonali kilka numerów z "Projektu Crazy...", spokojniejszych, bardziej uładzonych. Grają jedną, dwie próby w tygodniu, w kołbielskiej sali, przerobionej z kurnika. – Nie jesteśmy nastawieni na karierę muzyczną. Jasne, że bardzo byśmy chcieli żyć z grania, ale dinozaury sceny nam nie pozwolą. A po drugie – nie mamy sponsora na wydanie płyty. Na razie traktujemy granie jak drogie hobby. Nie nastawiamy się na pieniądze. Gramy, bo lubimy to robić. Najbliższe koncerty "Dobraho" to Mińsk i Węgorzewo. W Otwocku zagrają na pewno, ale nie wiedzą kiedy.
Anna Olszewska-Krysztofiak
Artykuł pochodzi ze strony: http://www.linia.com.pl/indeks.php?d=04&w=262&p=00