Hard rockowe łojenie!

Dlaczego nasza rockowa scena wygląda tak marnie w ogólnokrajowych mediach? Dlaczego „łowcy talentów” z dużych wytwórni płytowych nie mają bladego pojęcia o emocjach, a jedynie o tabelkach w excelu? Dlaczego z uporem maniaka wciskane nam są produkty z nazwami na K, A lub C po których w głowie pozostaje jedynie połączenie tych trzech liter w jedno słowo? Wyżaliłem się? A skąd, dopiero zaczynam się rozpędzać bo to nasze portfele i tupanie na koncertach zadecydują o tym kiedy przyjdzie pora posłać to całe dziadostwo do diabła. Oby jak najprędzej!

 

 

Co mnie napadło na taki początek recenzji płyty grupy People Of The Haze? Pewnie to, że jest to już druga dolnośląska grupa, po doskonałej płycie Palm Desert, której zamierzam wystawić laurkę. Za to, że im się chce! Za solidny rock, który kopie w tyłek i za fajne brzmienie, którego nie dotykał nikt z polecenia panów managerów od promocji. I niech was ręka Jimiego, Jima czy też Sida broni iść kiedykolwiek na ustępstwa tym panom. Żaden z nich nie nazywa się John Peel.

People Of The Haze lubi psychodelię, o czym świadczyć może okładka ich płyty oraz sposób zapisu nazwy grupy. People Of The Haze lubi solidne hard rockowe łojenie w najlepszych tradycjach lat 60′tych i 70′tych ale bez obaw, znajdzie się i miejsce na skorzystanie z dorobku nowszego. Od Red Hotów poczynając przez Rage Against The Machine, a skończywszy na grunge czy stonerze. Dodajcie sobie do tego wokalistę obdarzonego kawałem solidnego rockowego głosu i proponuję szybko zamawiać płytę zanim chłopaki się rozmyślą i dojdą do wniosku, że kariera rockmana w tym kraju to jakaś domena kolejnych pokoleń „gwiazd szołbiznesu”.

Płytę rozpoczyna znakomity „otwieracz” – „We’re coming”. Energia taka, że aż chce się machać łbem. Ostrożnie jednak. Słuchanie w samochodzie może powodować nieświadome przekraczanie prędkości w terenie zabudowanym. Następne w kolejce jest „Limestone” i jeżeli bujaliście się już wcześniej to może tak zostać na dłużej, a potem zakwasy murowane. Gdyby Red Hoci byli nieco młodsi i przestali smęcić jak to mają ostatnio w zwyczaju to kto wie… kto od kogo by się uczył. Miłośnicy solówek, do których trudno mnie zaliczyć będą również usatysfakcjonowani. Tutaj jednak małe zastrzeżenie. Miłośnicy solówek progresywnych albo wyścigowych mogą iść dalej słuchać swoich idoli, nie o wyścigi ani epatowanie skalą skomplikowania tu chodzi. „Bussyfire” udowadnia, kolejny raz zresztą, że siła People Of The Haze to koncertowy żywioł. Malkontenci mogą zarzucić grupie, że to trzeci numer w podobnym tempie ale bez przesady, to jest debiut. Jak dotrwają do trzeciej płyty to mogą pozamiatać zarówno kompozycjami jak i konkurencją. I niech przypadkiem nie wpadają na genialny pomysł nagrywania smętnych ballad na listy przebojów bo skończą jak pewna grupa z Guns w nazwie.”Willpower” ma iście stonerowego kopa, a może i coś z grania południowców da się bez większego kłopotu znaleźć. Wokalnie jest stylowo i ze świetnym rozdarciem. Myślę, ze na koncertach młyn może być naprawdę niezły. Dodajcie zaraz potem funkujący i bardzo paprykowy „Fake” i po sprawie. Całość zamyka numer dwunasty zatytułowany „Drive Me Crazy”, który dobije tych, co nadal mają ochotę poskakać.

Pora przejść do jakiegoś podsumowania. Dwanaście numerów na pierwszej płycie może wydawać się sporą ilością lecz jak weźmiemy pod uwagę, ze tyko jeden przekracza pięć minut, a pozostałe znakomicie nadają się do radia to ilość jest w sam raz. Prawdziwym sprawdzianem będzie zapewne płyta druga na którą poczekam z przyjemnością. Znalazłbym w tej dwunastce ze trzy numery słabsze w moim odczuciu ale być może dla kogoś zupełnie innego będą to swoiste perełki. Nie mam więc najmniejszego powodu aby grupie cokolwiek wytykać. Fajnie też jest to nagrane pod warunkiem, że nie mamy oczekiwań na miarę „ugrzeczniania”, szlifowania, pozbawiania pazurków i dopieszczania czegokolwiek byle tylko wyzuć kapelę ze wszelkich indywidualnych cech i dopasować do wzorca masowego odbiorcy. Za pracę w studiu realizatorowi, producentowi i każdemu kto przykładał palce do hebelków, suwaczków i dostarczał prądu należy się duże piwo.

People Of The Haze, gratuluję bardzo udanego debiutu płytowego.

Darek Wajszczak

Zdjęcia

0 komentarzy