Recenzja: YUNNAYA - Queen Of Diamond

  • Dodane przez YUNNAYA
  • 21 czerwca 2011 22:06:34 CEST
  • 0 komentarzy
  • 777 obejrzeń

Skakałem sobie dzisiaj po zespołach zgłoszonych do recenzji i kurcze jakoś odczułem brak polotu – ale nie u nich a u siebie – aczkolwiek niektóre zespoły kiepściutko. Dlatego postanowiłem, że w sytuacjach gdy nic mnie nie zaciekawi, ani nic mnie nie zdenerwuje – to będę brał jak leci.


Jak to mówią kto pierwszy – z tego kobieta się śmieje :) A w zespole Yunnaya główną role odgrywa się kobieta na wokalu. Ale od początku:


Do dyspozycji miałem dwa numery więc mogłem jedynie rzucić monetą – więc to uczyniłem – biorąc za zasadę, że orzeł – zaczynam od pierwszego numeru – reszka – nie zaczynam od drugiego.


Los zadecydował, że numerem jeden był Queen Of Diamond – czyżby tekst o skandalu z brylantami Naomi Campbell pomyślałem?


Więc odpalam playera i wsłuchuję się. Pierwsze 6 sekund jest spoko – a potem – kurcze zdaje sobie sprawę jak ciężka recenzja mnie czeka – dlaczego? A dlatego, że nie należę do facetów którzy przy takiej muzie „odlatują”. No ale trzeba być obiektywnym. Tekst jednak nie był o modelce. Nasza szanowna wokalistka posiada bardzo fajną barwę i skalę i oczywiście umiejętności. Liczne harmonie wokalne są na plus – na pewno jest to ciekawe. Aczkolwiek te częste dośpiewki między wersami już pod koniec kawałka zaczynają mnie męczyć. Może więcej urozmaicenia – zmiany wokalu – nawet szeptu krzyku – przy większym kontraście muza stała by się ciekawsza – tym bardziej, że reszta zespołu gra dość przyjemnego „walca”. Jeszcze jeden mankament to konstrukcja utworu – niestety wszystko jest przewidywalne.


Przechodzimy do następnego numeru, a imię jego „Mały ślad”. Tu nie powiem z czym tytuł mi się skojarzył. Zaczyna się balladowo – wokal leci sobie mniej górnolotnie – i nagle jest łup – i wchodzi bardzo fajny walcowaty riff, który nakazuje tupać nóżką. I znowu wolniutko i balladowo. Tekst hmmm... Może w konwencji ale mnie mierzi i denerwuje gdy słyszę o spływającej krwi.


Refren jest chyba najmocniejszą częścią tego numeru – wpada ucho i po przesłuchaniu można sobie podśpiewywać. Znowu schematyczność konstrukcyjna.


Sumując wszystko – jest to propozycja dla słuchaczy którzy nie szukają niczego innowacyjnego – solidnie i ładnie zagrane kilka riffów plus ładny operowy wokal daje nam produkt łatwo przyswajalny. Jednak gdybym miał posłuchać tak 10 numerów to albo zmieniłbym nazwisko na William Walles i pojechał do Szkocji – albo pociąłbym się komputerową myszką.


Zobaczymy co pokaże czas – więcej inwencji proszę. Freedom.


Ocena - 5/10

 

Przesłuchaj Album:

http://www.probownia.pl/music/161/yunnaya

Zdjęcia

0 komentarzy